Byliśmy na prowokacji jajkiem w szpitalu. Zdziwisz się, co nas tam spotkało!

O 7:00 rano zdzwonił budzik. Szybko się ubraliśmy i spakowaliśmy, żeby na godzinę 9:00 zajechać do szpitala. Będziemy tam dwa dni, żeby przeprowadzić tzw. prowokację jajkiem – czyli sprawdzić, czy Natalia może bezpiecznie jeść jajka. Dlaczego robimy to w szpitalu?

Ponieważ Natalia ma silną alergię na jajka i jeszcze nigdy ich nie jadła. Oznacza to, że unikamy wszelkich potraw z jajkiem i dokładnie sprawdzamy składy produktów, które kupujemy. Jednym słowem bardzo pilnujemy diety bezjajecznej. A teraz? Teraz tak po prostu zje jajko w szpitalu. Dla nas to spory stres. Rodzice alergików na pewno to rozumieją. Na szczęście wszystko odbędzie się pod okiem specjalistów i to nas trochę uspokaja.

Torby spakowane, prowiant przygotowany, my w stresie, Natalia szczęśliwa i wyluzowana. Kilka miesięcy wcześniej była już w tym szpitalu na wstępnych badaniach więc wie, jak tam jest. Wie też co ją czeka teraz – będzie jadała jajko – tak jej wytłumaczyliśmy, najprościej jak się dało.

Przyjazd do szpitala

Wyruszyliśmy więc w drogę. W szpitalu dość długo czekaliśmy w izbie przyjęć na rejestrację, później już poszło gładko. Dostaliśmy miejsce w dwuoosobowej sali. (Dzieci przyjeżdżające do szpitala na prowokację lub badania, powinny zostać umieszczone w sali z osobami zdrowymi.) Razem z nami był roczny chłopiec, który dostał ciężkiej reakcji alergicznej po zjedzeniu serka koziego. O tym, że takie mleko może uczulać i nie zawsze jest dobrą alternatywą dla mleka krowiego pisałam w tym artykule >> Znalazłam najlepsze mleko dla alergików! Będziesz zaskoczona.

Doskonale rozumieliśmy się z jego mamą. Ona też czyta składy produktów, które kupuje, walczy z atopowym zapaleniem skóry, a w nocy śpi z synkiem, żeby powstrzymać go przed drapaniem. (Przeczytaj >> 5 sprawdzonych sposobów na swędzącą skórę).

Pierwszy dzień pobytu w szpitalu

Pierwszy dzień pobytu w szpitalu był bardzo spokojny. Natalia miała wykonane podstawowe badania oraz testy alergiczne z krwi (IGE-całkowite oraz IGE-zależne na białko jaja i żółtko). Kilka miesięcy wcześniej była już w szpitalu na podobnych badaniach. Wtedy również wykonano testy z krwi oraz testy skórne, by sprawdzić, czy przeprowadzenie prowokacji będzie bezpieczne.

Badania wykazały mniejszą alergię na żółtko jaja niż na białko (testy skórne wyszły negatywnie, a testy z krwi w klasie 3), więc lekarze zdecydowali, że prowokację zaczniemy właśnie od podania żółtka. Zanim jednak dokładnie opiszę, jak to przebiegało, opowiem, kiedy i jak dowiedzieliśmy się o tym, że Natalia jest uczulona na jajko.

Alergia na jajko – nasza historia

Natalia uczulona jest na mleko, jajko (białko i żółtko), orzechy, ryby, roztocza oraz psy. O tych wszystkich alergenach dowiedzieliśmy się, gdy miała ona ok. 8 miesięcy, bo właśnie wtedy wykonaliśmy pierwsze testy z krwi. Jajka nie jadła nigdy wcześniej. Piła głównie Nutramigen, a obiady przygotowywałam jej z “bezpiecznych” składników. Mimo trzymania takiej diety skóra była cały czas w złym stanie – zaczerwieniona i swędząca.

W pierwszych testach, które robiliśmy – jajko wyszło w 5 klasie (wszystkich klas alergii jest 6) i lekarz zakazał nam wtedy podawania go pod jakimikolwiek postaciami (zakaz nawet jaj przepiórczych itp. ) oraz kazał wyeliminować z diety drób. O ile Natalia nie jadła jajek, to kurczak i indyk dość często pojawiały się naszym menu. Nie pomyślałam jednak, że mogą mieć one związek z jajkami i że mogą uczulać. Teraz kiedy o tym myślę, to wydaje mi się to logiczne. W końcu kura to jajko 🙂

Po wyeliminowaniu kurczaka i indyka z diety skóra zaczęła się poprawiać. Nie było idealnie, ale znacznie lepiej. Zastanawiasz się pewnie, co wtedy jadła Natalia? Głównie królika i wieprzowinę. Gotowałam jej zupki, robiłam pulpeciki, piekłam szynkę na chlebek. Po mniej więcej roku, zaczęliśmy powoli wprowadzać drób ponownie do diety, zaczynając od indyka. Wszystko było w porządku, więc Natalia znów zaczęła jeść takie mięso. Jednak z jajkiem nadal nie ryzykowaliśmy. Lekarze też nie kazali nam go podawać, ponieważ w testach jajko cały czas wychodziło w wysokiej klasie.

I o ile nauczyliśmy się żyć bez jajek – przygotowywać obiady, desery, piec ciasta – to coraz większym problemem były np. wyjazdy bądź wyjścia do restauracji. Przed Natalią otwierało się coraz więcej pokus i coraz trudniej było pilnować tego, co je. Nie wystarczyło zabrać jej butli mleka na wynos albo gotowego słoiczka z obiadem. Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak reaguje po zjedzeniu jajka, żebyśmy wiedzieli, czy możemy trochę wyluzować z trzymaniem diety, czy nadal musimy jej ściśle przestrzegać.

Oczywiście podanie jajka w domu odpadało, to za duży stres i ryzyko. Już raz Natalia dostała silnej reakcji alergicznej po zjedzeniu ryby, więc chcieliśmy to zrobić pod okiem lekarzy. Alergolog bez problemu wypisała nam skierowanie do szpitala na prowokację jajkiem i tak to się zaczęło.

Drugi dzień prowokacji jajkiem w szpitalu

Drugiego dnia pobytu w szpitalu mieliśmy zakaz jedzenia i picia czegokolwiek od rana. Natalia została pod kroplówkę. O godzinie 8:00 miała przyjść pani doktor, żeby zacząć podawanie żółtka (jajko do prowokacji było wcześniej gotowane przez 30 minut, a później żółtko zmieszane z musem owocowym). Zanim jednak to się odbyło Natalia została podłączona do sprzętu monitorującego.

Przed pierwszym zjedzeniem jajka odbyła się tzw. próba wargowa – czyli posmarowanie ust pokarmem, żeby sprawdzić, czy występuje jakaś reakcja. Wszystko było dobrze, więc zaczęliśmy podawanie musu z żółtkiem, po każdej próbie odczekując określony czas i sprawdzając, czy jest jakaś reakcja. Każda kolejna porcja była większa – lekarka decydowała, ile musu z jajkiem mamy podawać. Docelowo Natalia miała zjeść całe żółtko zmieszane z musem. Prowokacja trwała kilka godzin. Na sali cały czas była z nami lekarka, żeby sprawdzać, jak reaguje Natalia na kolejne porcje żółtka. Natalia musiała przez cały ten czas przebywać na łóżku, bo była podłączona do aparatury monitorującej. Jej to pasowało, bo mogła do woli grać w gry, a tatuś karmił ją musem 🙂 Co jakiś czas miała mierzone też ciśnienie.

Prowokacja zakończyła się bardzo dobrze, tzn. nie było żadnej reakcji alergicznej, więc wieczorem mogliśmy wyjść do domu (trzeba odczekać 6 godzin od zakończenia prowokacji, czasami zostaje się jeszcze na noc). Dostaliśmy zalecenia, aby w domu podawać żółtku, zaczynając od połowy i stopniowo zwiększając porcję do całego żółtka. Pierwsze samodzielne podanie w domu było dla nas trochę stresujące, ale wszystko odbyło się dobrze. Robimy tak, jak w szpitalu, czyli mieszamy żółtko z musem owocowym i Natalia bardzo chętnie je zjada. Teraz czekamy na wyznaczenie terminu prowokacji białkiem jaja.

Moje przemyślenia po prowokacji

Kilka mam pytało mnie już, czy warto wybrać się na taką prowokację. Ja uważam, że warto. Szczególnie jeżeli masz obawy przed podaniem jajka w domu (lub innego alergenu), a w testach alergia wychodzi wysoko. Jedna z mam pisała mi, że jej lekarz stwierdził, że taka prowokacja, to niepotrzebny stres i odradził jej to. Dla mnie stresem byłoby właśnie podanie jajka w domu. Tutaj wiedziałam, że jesteśmy pod okiem specjalistów.

Sam pobyt na oddziale również przebiegał dobrze. Oczywiście można by się przyczepić do tego, po co aż dwa dni, skoro pierwszego dnia rano były tylko badania. Takie są po prostu procedury i nic się na to nie poradzi, więc ja postanowiłam się na to nie złościć. Na oddziale mieliśmy kuchnię, gdzie można było odgrzać jakiś posiłek, zrobić herbatę itp. Natalia miała przygotowywane obiady z uwzględnieniem jej diety i z tego co wiem, rodzice też mogą zamówić sobie obiad (my z tego nie skorzystaliśmy, bo zabraliśmy obiad na dwa dni ze sobą).

Jeżeli chodzi o spanie, to łóżko było tylko dla dziecka. Rodzic ma więc do wyboru spanie na krześle lub materacu, który oczywiście sam musi sobie zapewnić. Jeżeli panie pielęgniarki przymkną oko, można przespać się z dzieckiem (tak było u nas). Na oddziale były dostępne też takie specjalne fotele do spania, ale akurat wszystkie były zajęte, kiedy my byliśmy. Przed przyjazdem warto zadzwonić na odział i zapytać, jak się do przygotować do pobytu, co ze sobą zabrać itp.

Moim zdaniem najważniejszy jest personel i ten był naprawdę świetny. Pielęgniarki miłe, lekarze z profesjonalnym podejściem, nie bagatelizowali problemu i odpowiadali na wszystkie pytania. Dzięki temu nie stresowaliśmy się tak bardzo i dowiedzieliśmy dużo nowych informacji na temat alergii.

Podsumowanie

Trochę się rozpisałam, więc teraz krótkie podsumowanie i najważniejsze informacje dotyczące prowokacji jajkiem w warunkach szpitalnych.

  1. Na prowokację jajkiem w szpitalu wybierz się, jeżeli Twoje dziecko ma dużą alergię na jajko i boisz się podać mu jajko w domu.
  2. Skierowanie na prowokację jajkiem w szpitalu wystawił na alergolog.
  3. Pamiętaj, że przyjeżdżając na prowokację dziecko musi być zdrowe, a minimum tydzień wcześniej trzeba odstawić leki przeciwhistaminowe (najlepiej uzgodnić to z lekarzem) Dopytaj też, czy musicie stawić się na czczo. My pojechaliśmy bez śniadania i okazało się, że niepotrzebnie.
  4. Po dostarczeniu skierowania do szpitala na pierwszą wizytę czekaliśmy kilka miesięcy.
  5. Podczas pierwszej wizyty w szpitalu (pobyt jednodniowy na oddziale) mieliśmy wykonane testy alergiczne z krwi i testy skórne. Na tej podstawie lekarze zdecydowali, czy prowokacja w ogóle się odbędzie.
  6. Pobyt w szpitalu trwał 2 dni. Pierwszego wykonane były badania, drugiego odbyła się prowokacja jajkiem, a dokładnie żółtkiem.
  7. Od momentu zakończenia prowokacji, trzeba odczekać 6 godzin w szpitalu. Czasami zostaje się jeszcze na noc.
  8. Podczas prowokacji lekarz obecny był cały czas na sali. Prowokacja trwała kilka godzin. Przed prowokacją mieliśmy zakaz jedzenia i picia.
  9. Jajko do prowokacji było gotowane 30 minut przed podaniem. Wtedy żółtko łatwo oddziela się od białka i jest najlepsze do prowokacji. Żółtko zostało zmieszane z musem owocowym i w takiej postaci podawane.

Jeżeli ten temat jest Ci bliski, koniecznie napisz mi o tym w komentarzu. Z chęcią odpowiem też na Twoje pytania 🙂


Mogą zainteresować Cię również te wpisy:

Zapraszam Cię do:

  • Polubienia mojej strony na FACEBOOKU, będziesz na bieżąco ze wszystkimi przepisami i poradami na temat alergii.
  • Dołączenia do grupy MAMA ALERGIKA, gdzie możesz zadać dowolne pytanie na temat alergii i atopii,a także podzielić się swoimi przemyśleniami i zobaczyć, z jakimi problemami zmagają się mamy alergików.
  • Obserwowania mojego profilu na INSTAGRAMIE, gdzie dodaje dużo pięknych zdjęć i nagrywam relacje, by być z Tobą w stałym kontakcie

Przeczytaj również:


Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł, będzie mi miło, jeżeli go polubisz i udostępnisz dalej.


2 Comments

Add Yours
  1. 1
    joanna

    Jeżu chyba bym umarła ze stresu przed taka prowokacją. Corka tez ma alergie na jajko (bialko jajka kurzego). Nie je jajek od urodzenia tj 4 lata. Alergia jest tak duza ze corka nie moze przebywac w domu nawet jak rozrabiane jest ciasto na biszkopt. Opary w powietrzu ja uczulaja. Smazenie nalesnikow, pieczeniee ciast z jajkiem tez uczula. Ostatnio miala problem z oddychaniem kiedy mąż obieral ze skorupki jajko i zapachnialo jajkiem w calym domu. Dla nas jajko to straszny problem . Podziwiam i bardzo sie ciesze ze u was idzie ku lepszemu. Trzymam kciuki.

    • 2
      Justyna (Mama Alergika)

      Dla nas to też był stres i długo się zastanawialiśmy, czy się zdecydować. Postanowiliśmy zdać się na lekarzy. Tak jak pisałam na pierwszej wizycie są robione badania i dopiero po nich lekarze decydują, czy w ogóle prowokacja się odbędzie i czy jest to bezpieczne. Pozdrawiam Was i trzymam kciuki, żeby wszystko szło ku lepszemu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *