„Proszę zawołać kierownika!” Czyli, jak chcieli mnie oszukać w sklepie!

Jakiś czas temu wybrałam się do sklepu po obiadki i deserki dla Natalki. Pojechałyśmy do dużego supermarketu. Mają tam spory wybór słoiczków, dość niskie ceny i często można trafić na promocje. Towarzyszył nam tata (Michał), który pomagał w zakupach. Do koszyka zapakowaliśmy kalafiorową z króliczkiem, schab ze śliwkami, cielęcinę z marchewką itp. Wzięłam też kilka deserków, m.in. słoiczki z jabłkiem. I to właśnie one były przyczyną całej afery. Posłuchajcie.  

Paragon pod kontrolą

Przeglądając półki w poszukiwaniu konkretnych produktów, natrafiliśmy na słoiczki z jabłkiem w promocyjnej cenie. Kosztowały 4 zł*.  Normalnie zapłacilibyśmy 6 zł, więc mogliśmy trochę zaoszczędzić. Skorzystaliśmy z promocji, udaliśmy się do kasy, zapłaciliśmy, dostaliśmy paragon i szliśmy do wyjścia.

Ale nagle STOP! Michał dostrzegł błąd na paragonie. Po promocji nie było ani śladu. Słoiczki zostały policzone po normalnej cenie. Niby to tylko 2 zł różnicy, ale stwierdziliśmy, że dla zasady, zgłosimy ten błąd. I tu się dopiero zaczęło….

Ktokolwiek widział…

Zgłosiliśmy nasz problem w informacji. Panie spoglądały na nas trochę niechętnie. Nie śpieszyło im się, żeby rozwikłać sprawę zaginionych 2 zł. My jednak spokojnie czekaliśmy. W końcu jedna z pań ruszyła się zza biurka i poszła sprawdzić, w czym tkwi problem. My za nią 🙂 Przy półkach, na których stały słoiczki, dokładnie wszystko oglądała, analizowała, sprawdzała, aż w końcu stwierdziła, że cena na metce, dotyczy innego produktu. Nie tego, pod którym jest przyczepiona.

No tak! Jak my mogliśmy na to nie wpaść? Wrrr…powoli zaczęlliśmy się denerwować. Powiedziała to tak, jakby to było oczywiste. „Bo przecież przecież kod na metce i słoiczku różni się” – stwierdziła. A czy klient ma obowiązek porównywać te kody i szukać po całym sklepie, właściwego produktu? Ja uważam, że informacja odnośnie ceny powinna być jasna i czytelna. W tym przypadku było ewidentnie widać, że sprzedawca chce wprowadzić klienta w błąd. Wskazywało na to kilka czynników:

  • Po pierwsze: opis na metce pasował do produktów, przy których stał, choć jego nie dotyczył.
  • Po drugie: metka była umieszczona pod słoiczkami, więc wyglądało to tak, jakby dotyczyła tego produktu. Bardzo łatwo o pomyłkę.
  • Po trzecie: na metce było napisane, że promocja dotyczy słoiczków 15 gramowych. I to największy absurd. Czy istnieją takie słoiczki? Male słoiczki z deserkami maja pojemność 125 gram. Nie wyobrażam sobie więc słoiczków 15 gramowych? To wszystko miało na celu wprowadzenie klienta w błąd. 

Proszę zawołać kierownika

Informacja o 15 gramowych słoiczkach tak nas zirytowała, że poprosiliśmy panią, żeby pokazała nam te słoiczki. Odpowiedziała: „Nie mam teraz czasu się tym zajmować”. Ciśnienie zaczęło nam rosnąć. Kobieta ewidentne chciała się nas pozbyć. Stwierdziliśmy, że skoro ona nie może, to niech zrobi to jej koleżanka. Poprosiliśmy więc, żeby ktoś inny rozwiązał ten problem. Usłyszeliśmy: „Koleżanka zaraz idzie do domu.” O nie, nie! Tego już za wiele! W takim razie prosimy kierownika. W tym momencie pani oniemiała i zabrakło jej wymówek. Poszła po swojego przełożonego.

Wróciła jednak sama i z wielkim wyrzutem oddała nam 2 zł, kwitując to słowami: „Będziemy na minusie. Kierownik oddaje to z własnej kieszeni”.  Trzymajcie mnie! Powiedzieliśmy, że nie zależy nam na tych pieniądzach, ale chodzi o wyjaśnienie sprawy i o to, żeby nie oszukiwać klientów. Ewidentnie widać bowiem, że wszystko zaaranżowane  jest tak, żeby wprowadzić klienta w błąd.

W tym momencie pani przestała udawać, że nie wie w czym tkwi problem i wmawiać nam, że promocja dotyczy słoiczków 15 gramowych, a metka jest od innego produktu. Przyznała, że dobrze wie, o co nam chodzi i jest świadoma tego, jak oszukiwani są klienci, ale nic na to nie może poradzić.

Do boju!

Co sądzicie o takim postępowaniu? Ciekawa jestem, czy po naszej interwencji metka została ściągnięta. Pewnie nie, może gdybyśmy przychodzili codziennie i zwracali na to uwagę, albo zgłosili to Rzecznikowi Praw Konsumenta, to coś by się zmieniło. Następnym razem tak zrobimy. A Wy dokładnie sprawdzajcie ceny i paragony. Wiem, że czasami się nie chce, bo to tylko 2 zł, ale właśnie na tym żerują sklepy. 2 zł mnożone razy 1000 klientów, daje im już spory zysk. Niestety niektóre sklepy czerpią korzyści z wprowadzania klientów w błąd. My postanowiliśmy, że będziemy z tym walczyć. I Was też do tego zachęcamy. Do boju 🙂


* ceny zostały zaokrąglone
zdjęcie w nagłówku: flickr.com/thomasswilliams

1 Comment

Add Yours
  1. 1
    Agnieszka

    Wiele razy zdarzyło mi się kupić coś po cenie nie takiej jaka na cenówce pod produktami widniała. Nigdy nie robili pracownicy z tym problemów. Najczęściej okazywało się że promocja była do wczoraj i nie zdążyli zmienić cen – wtedy oddawali różnicę między tym co zapłaciłam a tym co widniało na półce, nigdy przy tym nie mówiąc że to z kieszeni kierownika. Teoretycznie klient ma prawo kupić produkt w cenie takiej jaka pod nim jest, pod warunkiem że ta cena dotyczy tej gramatury. Wiadomo że ludzie często przekładają gdzie indziej albo pracownicy firm zewnętrznych nie ułożą dobrze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *